Wydzieliłam wszystkim koniom porcje owsa oraz napełniłam siatki na siano. Przyniosłam wszystko do stajni i rozdałam koniom. Posprzątałam paszarnię, pozamiatałam, napoiłam konie. Następnie wybrałam się do boksu Tear, nowej klaczy, którą będę leczyć. Jej przeszłość była czymś, czego nie mogę sobie nawet wyobrazić. Była bita, wiązana i głodzona. U weterynarza doszła do siebie, lecz tylko ze strony fizycznej. Psychicznie jest to koń całkowicie zniszczony. Pamiętając o jej przeżyciach i obecnym stanie postanowiłam zacząć wszystko do początku. Zważając na to, że podczas karmienia konie zwracają mniejszą uwagę na to co sie wokół nich dzieje postanowiłam sprawdzić na co mogę sobie pozwolić przy Tear i na jakim etapie znajduje się nasza praca. Na początku po prostu stanęłam przy jej boksie i czekałam na reakcję. Klacz popatrzyła tylko na mnie ze strachem, lecz po chwili wróciła do swojego posiłku. Była już do mnie trochę przyzwyczajona dzięki temu, że była u nas już 2 tygodnie aklimatyzując się. Zdecydowałam się na następny krok. Powoli otworzyłam zasuwę i stanęłam w drzwiach jej boksu, klacz jednak nie zwróciła na mnie uwagi. Wyciągnęłam przed siebie rękę, a wtedy hanowerka gwałtownie odskoczyła w głąb boksu. Starałam się uspokoić ją głosem, ale nie wycofałam się. Stałam tak jakieś 10 minut z wzrokiem wlepionym w ziemię. Nie podnosząc głowy wyszłam i uznałam króciutką sesję za udaną. Szybkim krokiem udałam się na pole gdzie nazrywałam ziół, których zapasy wyczerpywały się.Zanosząc lecznicze rośliny sięgnęłam po nóż i na niewielkim blacie posiekałam trochę rokitnika i imbiru, resztę powiesiłam przy szafce, aby mogły się ususzyć. Poszłam do stajni spokojnym krokiem i udałam sie prosto do naszego nowego lokatora - wychudzonego Diamenta. Weszłam do jego boksu i korzystając z tego, że nie zjadł jeszcze swojej paszy wsypałam wałachowi przygotowaną mieszankę ziołową. Imbir zwiększał apetyt, a rokitnik poprawiał przyswajalność składników odżywczych. Przejechałam ręką po jego bokach. Ciężko się patrzyło na tak wychudzonego konia. Poklepałam Diamenta, wyszłam z boksu i z wielką siłą pchnęłam oporną zasuwę. Wtedy zauważyłam wyłaniającą się z cienia Nelly. Uśmiechnęłam się delikatnie i skierowałam w jej stronę.
- Co tu robisz?! Sylvia powiedziała, że wyszłaś z domu.. - wyrzuciła siostra.
- No tak, zgadza się.
- Ale.. - wpatrywała się we mnie z grymasem.
- Wyszłam z domu i cały ranek spędziłam w stajni. - uświadomiłam jej.
- Aha, już rozumiem..
- Coś się stało?
- Nie, po prostu zamierzałam popracować z Diamentem.. - powiedziała niepewnie.
- Proszę, pracuj. - uśmiechnęłam się wskazując na boks.
Siostra spojrzała na mnie zdezorientowana i podeszła do drzwi. Uśmiechnęłam się do siebie i wyszłam ze stajni.