piątek, 24 października 2014

Nelly - Prolog

Promienie dopiero wstającego słońca dostawały się przez szpary rolet do mojego pokoju, subtelny wiatr kołysał śnieżnobiałe firanki. Dotarł do mnie zapach świeżo rosnących wrzosów. Początek września zbliżał się wielkimi krokami, więc to jak najbardziej porównywalny zapach do tego nadchodzącego miesiąca.
Osunęłam się i wstałam na równe nogi. Przeszył mnie zimny dreszcz, stąpając powoli po zimnych kafelkach. Wyciągnęłam z szafy ręcznik, kosmetyczkę i ubrania, kierując się w stronę łazienki, próbowałam odplątać gumkę z za kołtunionych loków.
Zapatrzyłam się w lustro, moje odbicie rozpływało się poprzez ścigające się krople wody. Poprawiłam prawie suchy kosmyk za ucho i rozczesałam swoją jasną czuprynę. Włosy spięłam w niesforny kok, pojedyncze, które wydostały się z koka łaskotały mnie w kark.
Nałożyłam na siebie najzwyklejszą, bawełnianą koszulę z kołnierzykiem i wkasałam ją do spodni, a na wierzch założyłam błękitną bluzę.
Schodząc po skrzypiących schodach, skierowałam swój wzrok ku oświetlonej słońcem kuchni.
Stanęłam w progu wpatrując się w jedną z sióstr, która przegryzając świeżego crossanta i popijając poranną kawę, wertowała kartki dzisiejszej gazety.
- Piszą o nas. - powiedziała odstawiając pusty kubek na blat
- Jak to, co piszą? - podeszłam do szafki z której wyciągnęłam wszystkie produkty spożywcze do zrobienia śniadania
- O naszych metodach, jak działa na konie. "Naprawdę uzdrawia czy szkodzi?" - zacytowała
- Przecież nie jesteśmy cudotwórcami i nie uzdrawiamy koni, my je oduczamy złych nawyków, narowów.
- Nie wiedzą już o czym mają pisać... Ale popatrz na to z innej strony, nasz ośrodek jest bardziej popularny, przez takie napisane skrawki.
- Jasne, spodziewaj się mnóstwa telefonów i listów. - przewróciłam oczami. - Ile razy byłyśmy w tej gazecie, i ile razem nie przyniosło nam to żadnej korzyści. Myśl logicznie, szukają jedynie punktu uczepienia.
Sylvia bez słowa odstawiła gazetę na stół i zaczęła zmywać swoje brudne naczynia.
- A ty jak zwykle, jesteś jako jedyna do wszystkiego negatywnie nastawiona. - odkręciła strumień wody
- Pytałaś się co sądzi o tym Lucy?
- Niestety, wyszła dzisiaj nawet nie zjadając jej porcji, którą przygotowałam.
- Mówiła ci gdzie idzie? - spytałam się jak zwykle bezinteresownej siostry
- Nie zdążyłam się zapytać.
Westchnęłam. Kiedy tylko skończyłam przygotowywać dla siebie śniadanie, od razu wzięłam się za jedzenie. Przez noc, zawsze staję się głodna.
- Co zamierzasz dzisiaj robić? - wycierała mokre ręce
- Dzisiaj będę pracowała nad kondycją Diamenta, jako iż jest wychudzony najpewniej traci swoją formę. Musi ją odzyskać. - uśmiechnęłam się w stronę Sylvii
- A Szafir? - usiadła obok mnie
- Wieczorem wybiorę się z nim w teren, długo już nie chodził, a teren będzie idealnym rozluźnieniem. Wrócę przed karmieniem, prawdopodobnie. Zresztą, nawet jeśli nie, to dacie sobie radę z sianem i owsem.
- Damy sobie radę z tak małą ilością koni.
- Nie wymyślaj znowu, dobrze? Nasz ośrodek rozwija się w dobrą stronę, a ty jak zwykle chcesz wszystko zapeszyć. Lepiej zejdź mi z oczu, bo nie chcę tracić pogodnego humoru.
Siostra trzasnęła wyjściowymi drzwiami i przez okno było widać jedynie jej cień.
Odstawiłam naczynia do zlewu i wybrałam się do korytarza, w którym założyłam na nogi czarne, skórzane sztyblety.
Wyszłam przed dom, kierując się w stronę dziedzińca. Z budynku dobiegały głośne rżenia, słychać było również piskliwe odgłosy źrebaka.
Usłyszałam głośne zamknięcie boksu Diamenta, z którego wyłoniła się Ece, co ona tutaj robi, przecież Sylvia powiedziała mi, że wyszła z domu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz