wtorek, 31 marca 2015

Nelly - Najlepszy przyjaciel cz.1

Rankiem obudziłam się wyjątkowo wypoczęta. Oczy przy smarowaniu chleba dżemem, czy przy wstawieniu wodę na odświeżającą, poranną kawę nie kleiły mi się, tylko wędrowały w każdy zakątek kuchni i innych pomieszczeń.
Kiedy wyszłam z kuchni zabił zegar. Stanęłam w miejscu aby wyliczyć ilość uderzeń kukułki. Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć... koniec. Jest szósta? Nelly, ty potrafisz tak wcześnie wstać i to sama z siebie? Zaśmiałam się i udałam się na górę. Siadłam z rozmachem na niepościelone łóżko. Hmm... Trzeba pokarmić konie. Zamknęłam na chwilę oczy, wzięłam głęboki oddech i wstałam na równe nogi. Podeszłam do szafy i odsunęłam drzwi. Wybrałam zwykłą, błękitną bluzkę, którą wkasałam do czarnych bryczesów. Poprawiłam kołnierz bluzki i uczesałam włosy, które spięłam w zgrabną kitkę.
Zbiegłam niezauważalnie po schodach, szybko spoglądając na zegar. Pospiesznie ubrałam sztyblety i bluzę, i wyszłam z domu.
Kierowałam się do środka stajni, kiedy zauważyłam niezgaszone światło w środku. Rozejrzałam się dookoła, gasząc je jedynym ruchem. No cóż...
Otworzyłam szeroko drzwi, wdychając zapach siana. Przeszłam się wzdłuż stajni, lecz gdy spoglądałam w żłób konia był napełniony owsem.
W paszarni do wiaderka nasypałam jedną łyżkę zmielonego kozieradka, łyżkę sproszkowanego korzenia żeń-szenia, a wszystko zmieszałam z wywarem z dzikiej róży. Rozmieszałam papkę i wyszłam z budynku z wiaderkiem w ręku. Uderzałam o kogoś, kiedy podniosłam wzrok do góry ujrzałam Jeff'a, który na rękach niósł niemały karton.
- Hej Jeff. Czemu jesteś tak wcześnie? - uśmiechnęłam się
- Odebrałem paczkę z olejkami i ziołami, pomyślałem, że już nie będziesz spała, kiedy przyjadę. - odwzajemnił gest, pokazując szereg białych zębów
- To bardzo miłe z twojej strony, ja miałam odebrać olejki, ale widzę, że mnie wyręczyłeś, dziękuję.
- Nie dziękuj Nelly, odstawię karton i pomogę ci, dobrze?
- Hmm, w sumie wyprowadzimy konie na wybieg i możemy wymienić ściółkę, ale to jak zjedzą.
- No jasne, co dzisiaj robisz?
- Obecnie lecę do Diamenta z porcją odpornościową, potem ściółkę wymienimy i zajmę się Jumper'em. Popracuję z nim trochę nad siodłaniem i wsiadaniem.
- Chętnie popatrzę. - zaśmiał się
- I pomożesz. - dodałam
- Jak mnie ładnie poprosisz.
- Jeff! - uderzyłam go lekko w ramię
- No dobra, dobra. - zaśmiał się i odstawił karton, na podłogę w pokoju gospodarczym.
Razem ze mną poszedł do stajni, gdzie stanęłam przed boksem Diamenta z nadzieją, że jeszcze nie zjadł całego owsa. Odsunęłam zasuwę i weszłam, gładząc spokojnego konia po szyi. Nacisnęłam na jego klatkę aby się cofnął, po czym wsypałam papkę do resztek porcji śniadaniowej i wymieszałam ręką.
- Widać, że jego stan się poprawia. - rzucił Jeff
- Tak. Skutki pracy i ziół są niezmiernie widoczne, jeszcze dwa miesiące ten koń nie miał szans na przeżycie przez niedowagę, widać było dosłownie każdą kość, mogłam policzyć jego żebra. Kiedy z nim chodziłam po wybiegu treningowym, bałam się się przewróci z bezsilności, a teraz? Ten koń na łące szaleje z Rosario.
- Właśnie jak tam aukcja Rosario?
- Znalazło się paru kupców, ale każdy domaga się przewozu na nowe miejsce, a to jest niemożliwe.
- A jeżeli jest blisko, mógłbym załatwić przyczepę, mój kumpel ma.
- Nie. Zależy im na koniu, to obejrzą go, przetestują i przede wszystkim go sobie przewiozą.
- Masz rację Nel.
Popatrzyłam bez ruchu na Jeff'a, coś mnie zatrzymało. Otrząsnęłam się i wyszłam z boksu.
- Chyba możemy je powoli wyprowadzać. Diamenta i Rosario wypuścimy na końcu, żeby się biedny nie stresował, ze jest sam. - spojrzałam na wałacha
Bez słowa zaczęliśmy wyprowadzać konie na wybiegi, zaczęliśmy od zewnętrznej stajni.

Spokojnie weszłam do boksu Szafira, pospiesznie zakładając mu kantar, tak samo zrobiłam z Lucjanem. Wyszłam z Szafirem otwierając drzwi do boksu Lucka i wyciągnęłam ich obu, powoli wychodząc na łąkę. Jeff natomiast zajął się Sante. 
Kiedy wszystkie konie były wyprowadzone puściliśmy Diamenta i Rosario, którzy ze stajni ruszyli galopem zmierzając do swojego stada. Postaliśmy chwilę w milczeniu wpatrując się w góry i cały krajobraz dookoła nas. Nasz ośrodek jest położony w idealnym miejscu, jest spokojnie, świeże powietrze, wiele pastwisk. Żyć nie umierać. Zaśmiałam się w duchu, patrząc na Jeff'a.
- To co idziemy do stajni? - spojrzał na mnie
Milczałam przez chwilę.
- Nelly?
- Eee, tak, tak, chodźmy. - po raz kolejny otrząsnęłam się
- Nel, co z tobą?
- Nic po postu się zagapiłam. - zaśmiałam się
- No okej. - uśmiechnął się w moją stronę
Ruszyliśmy szybkim krokiem w stronę stadniny, kiedy weszliśmy, koło boksu Tear stała Lukrece.
- Hej Ece, nie umieliśmy wyciągnąć jej z boksu na wybieg, popracujesz dzisiaj z nią?
- Też, zamierzam dzisiaj się skupić na hucule.
- Trenujesz Seek'a?
Przytaknęłam ruchem głowy.
- No cóż, lecimy zmienić ściółki, na czas gdy będziemy ją wymieniali w jej boksie to przejdziesz się z nią czy cokolwiek?
- Zobaczymy czy da się wyciągnąć posłusznie z boksu.
Pokwitowałam rozmowę uśmiechem i ruszyłam z Jeff'em po widły, taczki i kostki nowej słomy.

*dwie godziny później*

Kiedy zmęczeni padliśmy na czystą słomę w boksie Szafira, odetchnęliśmy z ulgą po dodatkowej pracy, czyli mycie żłobów oraz poideł.
- A teraz nic mi się nie chce. - powiedział
- Pewnie chce ci się jeść.
- O tak, trafiłaś w dziesiątkę. - zaśmiał się
- Tobie zawsze chce się jeść, nie ukrywajmy tego.
- Może i masz racje, za dobrze mnie znasz.
- No wiesz, takie tam wspólne przedszkole, szkoła podstawowa, szkoła średnia i liceum. - uśmiechnęłam się.
- Tyle lat z tobą wytrzymuje. - popatrzył na mnie i zaśmiał się
- Pff. - parsknęłam
- Czyli jestem głodny, to powinienem coś zjeść.
- Czy ty coś sugerujesz?
- A skądże, świeże pieczywo i masło orzechowe, mniam.
- Długo z tobą nie pociągnę już. - zaśmiałam się, wstając na nogi
Kiedy wstał również Jeff, a zajęło mu to trochę czasu, powędrowaliśmy do kuchni, w której czuł się jak u siebie.
- Zobaczę czy Sylvia już wstała, w końcu jest... o jest południe, jak to tak szybko zleciało?
- Nie wiem, mnie nie pytaj. - powiedział oblizując nóż, który zanurzył w maśle orzechowym
Kiedy weszłam schodami na górę, pokój Sylvi był otwarty na oścież. Zapukałam delikatnie w framugę, oczekując pozwolenia na wejście do pokoju.
- Wejdź Nel.
- Już miałam cię opieprzyć, ze śpisz. Czemu nic nie robisz z końmi od ostatniego czasu?
- Nie mam na to siły. - odpowiedziała ponurym głosem
- Ale... Coś się stało?
- Nie, nie. Spokojnie Nelly. Dostałam kolejne listy do naszego ośrodka.
- Zostaw mi je na biurku w moim pokoju, jadłaś już śniadanie?
- Tak, wstałam jakieś... parę godzin temu.
- No cóż... Popracujesz dzisiaj z Diamentem, ja nie mam za bardzo czasu.
- Zobaczę.
- Sylvia!
- No dobrze. - rzuciła na mnie srogie spojrzenie
- Na twoim miejscu już bym ruszała manatki.
- Idź stąd.
Bez słowa pożegnania ruszyłam do Jeff'a, który opróżnił mi cały słoik masy orzechowej.
- To jak idziemy popracować z Jumper'em?
- Pewnie. - odpowiedział radosnym tonem.

CDN

środa, 18 marca 2015

Lukrece - Refleksyjny wieczór cz.1

Po skończonej kolacji, sprzątaniu i zmywaniu naczyń każda z nas udała się do swojego pokoju. Ja postanowiłam się trochę odprężyć. Wpuściłam do wanny dużo ciepłej wody oraz wlałam aromatyczny, lawendowy płyn do kąpania. Prawdopodobnie zużyłam go zbyt wiele, gdyż cała wanna pokryła się obfitą pianą, wypływającą nawet poza wannę. Zdecydowałam się jednak tym nie przejmować i natychmiast wskoczyłam do wody. Ułożyłam podgłówek tak, by było mi wygodnie i zamknęłam oczy, myśląc już tylko o lawendowej woni wypełniającej całe pomieszczenie. Po 15 minutach uznałam, że jestem wystarczająco odprężona i wyszłam z wanny. Wytarłam ciało do sucha i ubrałam kolorową koszulkę oraz getry, strój w którym śpię. Włosy wysuszyłam suszarką, a następnie zaplotłam na nich kilka warkoczy. Weszłam do swojego pokoju i odpaliłam laptopa. 161 powiadomień. Westchnęłam i z powrotem zamknęłam urządzenie. Nie miałam ochoty, by w tym momencie odpisywać na miliard wiadomości i sprawdzać cudowne komentarze przy zdjęciach oraz postach o mnie, Green Valley i koniach. Założyłam krótkie, białe conversy i zeszłam na dół. Włączyłam światło, wyciągnęłam z szafki kruchego gofra i usiadłam w pomieszczeniu, które było dla nas kuchnią, jadalnią jak i holem, po prostu pokojem dziennym, gdzie wszystko się działo. Sięgnęłam po gazetę leżącą na stole i przeleciałam ją wzrokiem. Nic nie przykuło mojej uwagi, więc zajęłam się jedzeniem doskonale przypieczonego gofra i wsłuchiwaniem się w ciszę. Sylvia i Nelly były już pewnie w pokojach, oglądały telewizję lub używały laptopów. Wyjrzałam przez okno, wszędzie ciemność oblewająca całe Green Valley i głucha cisza, którą zakłócały tylko pieśni wykonywane przez świerszcze. Nagle przyszła mi do głowy nietypowa myśl. Ubrałam pierwsze lepsze buty leżące pod drzwiami, a następnie sięgnęłam po kurtkę, noce są jeszcze chłodne. Spojrzałam w stronę schodów i nasłuchiwałam przez kilka sekund czy żadna z sióstr nie wychodzi z pokoju. Ostrożnie otworzyłam drzwi, lecz nagle usłyszałam skrzypienie podłogi. Wstrzymałam oddech i patrzyłam wyczekująco, czy ktoś zejdzie, czy nie. Przez dłuższy czas nic się nie działo, więc zamknęłam za sobą drzwi i wyszłam na podwórze. Od strony stajni dochodziło do mnie ciepłe, kojące światło. Ruszyłam szybkim krokiem do stajni i od razu przy wejściu zapaliłam lampy. Powoli weszłam do stajni szepcząc uspokajające słowa. Wszystkie konie podniosły do góry głowy i nastawiły uszy, by chwilę później z ulgą wrócić do skubania aromatycznego siana. Weszłam na chwilę do boksu Sante i wtuliłam twarz w jego miękką, szarą grzywę. Koń położył głowę na moim ramieniu i wesoło prychnął. Pogłaskałam siwusa po czole i udałam się na koniec stajni. Tear stała w boksie ze zmierzwioną sierścią oraz słomą wplątaną w grzywę i ogon, lecz nie dała się nawet w tych miejscach dotknąć. Poszłam do paszarni i wyjęłam maleńką buteleczkę olejku z drzewa herbacianego. Zmieszałam go z olejkiem z sandałowca, a następnie wylałam go sobie na dłonie i poszłam do klaczy. Otworzyłam drzwi jej boksu w sporej odległości i wyciągnęłam ręce przed siebie. Musiałam trochę czekać, ale w końcu klacz nie mogła wytrzymać i intensywne zapachy skusiły ją. Początkowo stała bardzo czujnie i niepewnie na mnie spoglądała. Po kilkunastu minutach zaczęła jednak się odrobinę rozluźniać i chętnie zlizywać lecznicze olejki. Taka mieszanka powinna za kilka godzin zadziałać i rano Tear będzie już choć trochę spokojniejsza i bardziej rozluźniona. Umyłam ręce, zgasiłam światło i szybko wróciłam do domu. Wbiegłam po schodach prawie niedosłyszalnie i wśliznęłam się do swojego pokoju. Była 23.47. Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam układać sobie plan na jutrzejszy dzień pracy z końmi. Byłam taka zmęczona, że nawet nie wiem kiedy zasnęłam. 



CDN