poniedziałek, 23 lutego 2015

Nelly - Siostry. czyli wspaniałe osoby

Weszłam z trudnym oddechem do domu, kiedy wybiła godzina dziewiętnasta. Kukułka w salonie zaczęła wystukiwać pojedyncze dźwięki, a za oknem słońce chyliło się ku zachodowi. Ciężkim krokiem wyruszyłam w stronę kuchni, w której siedziała jedynie Lukrece. Nalałam do czystej szklanki swój ulubiony sok pomarańczowy i usiadłam naprzeciwko siostry, uderzając plecami o oparcie.
- Wykończyłam się. - zaczęłam rozmowę
Lucy wysunęła nos z nad książki, patrząc na mnie swoim przenikliwym wzrokiem.
- Czym? Jazdą na swoim koniu? - zmarszczyła czoło
- A dokładniej trenowaniem go, a następnie musiałam sama karmić, bo jak zwykle na to nie wpadłyście. - westchnęłam
- Nic nam nie mówiłaś, a zawsze ty rozporządzasz plan karmienia koni.
- Nie dostałaś wiadomości od Sylvi, że macie karmić same gdy mnie nie będzie?
- Nic mi nie przekazywała.
Westchnęłam, odstawiając na stół pusty kubek.
- Nie pierwszy i ostatni raz tak karmiłam, więc w sumie. Nie wiem o co się wadzę.
 Ece pokwitowała moją wypowiedź swoim uśmiechem. Przewróciłam oczami i poprawiłam gumkę na włosach.
- Lecę pod prysznic, jest może Sylvia w domu?
- Jest jeszcze w stajni, znaczy, powinna być.
- Na pewno?
- Wspomniała mi coś, że idzie wypastować swoje siodło, więc trochę czasu jej to zajmie.
- No tak... Jeżeli będziesz tak uprzejma, to zrobisz kolację?
Siostra odłożyła książkę, zostawiając kwitek papieru na stronie, którą skończyła czytać.
- Dziękuję! - krzyknęłam, wbiegając po schodach mało co się nie przewracając
Często kłócę się z siostrami o takie błahostki, o takie mało ważne rzeczy, przecież tak czy tak przypadnie mi, ze będę karmiła sama. Lecz... Zawsze raźniej mi się żyję i pracuję jak wiem, że nie jestem w tym sama. Nasza mama umarła, więc radzimy sobie całkowicie same. Często pomagają nam Lucas i Jeff, ale dałam im dzisiaj dzień odpoczynku. W końcu jest poniedziałek, więc chciałam aby odpoczęli ode mnie jak i od moich sióstr. - zaśmiałam się
W powietrzu wyczuwałam ciepły aromat waniliowy, zaciągnęłam się tym zapachem zakładając na siebie luźną koszulkę i szorty. A włosy opuściłam delikatnie suche na plecy. Kiedy wyszłam z łazienki otuliła mnie fala ciepła i pięknego zapach.
Ece chyba usłyszała jak zaskrzypiała pode mną podłoga na górze i krzyknęła.
- Spokojnie, jeszcze nie gotowe.
Ruszyłam żwawo w stronę swojego pokoju. Wpadłam do niego, zatrzaskując trochę za głośno drzwi, usiadłam na łóżko i otworzyłam laptop.
Ujrzałam kilka nieprzeczytanych wiadomości na skrzynce internetowej naszego ośrodka, czytałam każdą po kolei:

"Czy istnieje możliwość wykupienia stałego pobytu dla mojego konia, jest już na emeryturze, z powodu licznych kontuzji, na które wcześniejszy właściciel nie zwracał uwagi. Potrzebuje on normalnego domu, który zapewni mu towarzystwo i swobodę, ale oczywiście i leczenie, dlatego zwracam się do Was. Ja osobiście jestem osobą mało znającą się na koniach, a konia mam, gdyż odebrałam go ze schroniska,w którym chcieli go uśpić, a ja wiem, że to nie jest dla niego najlepszy pomysł. Proszę o szybką odpowiedź."


"Dzień dobry zwracam się do Was z prośbą o naukę jazdy. Wiem, że to raczej ośrodek typowo leczniczy, lecz ja... Nie potrafię odnaleźć się nigdzie indziej, nie jestem osobą ładną, ani też bardzo zgrabną, a w dzisiejszych czasach nie trudno o zdobywanie opinii po wyglądzie. Czy mogłabym liczyć na Waszą pomoc. Umiem jeździć stępem, kłusem i jeszcze ćwiczę poprawny dosiad w galopie i zaczynałam skakać z kłusa. Proszę o pozytywne rozpatrzenie mojej prośby. Castella xoxo."

Obydwie wiadomości były niezwykłe ciekawe, bardzo spodobał mi się pomysł prowadzenia jazd, lecz to nie dla naszego ośrodka. Lecz jak ona tu pisze, można zrobić wyjątek, jeżeli to jej pasja, to chciałabym jej jak najbardziej pomóc.
A co do tego konia... Możemy go przyjąć nawet za darmo, liczy się dobro konia, a nie pieniądz. Z tego co tu czytam, koń musiał wiele przeżyć, wiele znieść bólu, to będzie trudny orzech do zgryzienia.
Odpisałam na wszystkie wiadomości i zeszłam na kolacje. Schodząc po schodach wyczułam w powietrzu zapach rozpuszczonej czekolady i waniliowych laseczek. Uwielbiałam jak moja siostra Lucy gotowała. Weszłam do kuchni, zahaczając nogą o framugę. Sylvia nakrywała do stołu, nalewając do naszych kubków malinową herbatę, której aromat unosił się ku górze.
Ece podeszła do stołu nakładając z wielkiego talerza pulchne naleśniki, następnie zalewając je rozpuszczoną czekoladą, a na to nakruszyła minimalną ilość cynamonu, postawiła talerzyk z laseczkami wanilii dla ozdoby. Ułożyła w krąg na tym samym talerzyku pokrojone plasterki bananów. Wpatrywałam się w stół, o mało co nie zatopiłam się w tym wszystkim.
 - Siadajcie. - powiedziała ucieszona Lukrece

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz